poniedziałek, 20 czerwca 2016

Pierwszy dzień lata

Ha! I pierwszy dzień lata właśnie mija, ustępuje pola zmrokowi... Był to wszak najdłuższy dzień tego roku. 
A jakże zaskakującą pogodą przywitał mnie o 5.45, po ostatnich słonecznych dniach...

Dlatego musiałam na szybko zmienić plan ubraniowy, na stosowny do pogody.



I tak oto bohaterem mojej dzisiejszej stylizacji w miejskim stylu stał się granatowy sweter, z bardzo mięciutkiej, delikatnej dzianiny, o dość rzedkim splocie, ale dający cudne ciepełko w chłodny dzień. Urody dodają mu szwy widoczne na zewnątrz. Nie jest to wynalazek tego sezonu, ale ujmująco wygląda w tym sweterku, dla mnie. Sweter jest tak skrojony, że z przodu jest krótszy, a z tyłu dłuższy i ma dłuuugie, za długie rękawy - co uwielbiam :)

Do tego włożyłam szare spodnie w kwiatowy wzór, obecne w tym poście. Z tegoż tytułu naszyjnik z kwiecistym wzorem uznałam za najodpowiedniejszy. 
Rano, na szybko, najlepsze wydały mi się granatowe trepki z kwiatowym dodatkiem, by nie odstępować od przyjętej linii ozdobnej.







Smaczki dzisiejszej stylizacji to oczywiście sweter - po pierwsze, "szybkobieżne" trepki i torba z linowymi uszami - zdecydowanie letni akcent, ale wręcz wakacyjny - to moja ulubiona, z urwaną rączką (która się już nie chce dać przykleić ponownie) żółto-słoneczna parasolka... 



Sweter - Starfish.
Spodnie - Anataka.
Torba - pamiątka z Gdyni.
Trepy - Jana, od dwóch lat w moim posiadaniu.
Parasolka - od ... nie pamiętam kiedy :)
Naszyjnik - Pretty Girl, ubiegłoroczny nabytek.

Dobrego, przewrotnego lata, Kochani :)

niedziela, 12 czerwca 2016

Moda ze Starfish

Eksplorując Showroom na XIV Łódzkiej Edycji Fashion Week (który ku mej radości będzie organizowany w Łodzi nadal) , wpadły mi w oko "spodnie z uprzężą" od Starfish i od pierwszego wejrzenia zapałałam do nich uczuciem chciejstwa. 
Pisałam o tym w jednym poście (konkretnie wiszą pierwsze od prawej, z szelkami). 
Skoro zaistniało uczucie, to musiało dojść do spełnienia :) 
Marka Starfish to dwie młode, energiczne kobiety: Magdalena Szlufarska i Paulina Żynkowska. Sympatyczne, kreatywne łodzianki - nie wiem czy z urodzenia, czy z zasiedzenia. Ale w Łodzi tworzą. 
A tworzą bardzo ładne, unikatowe i jednocześnie funckjonalne ubrania, głównie z miękkej dzianiny. Materiały (nie tylko dzianiny) w całości są produktami polskimi. 
Jestem zauroczona używaną przez Panie dzianiną, a właściwie ubraniami z niej uszytymi. Jest niezwykle miękka, nic się z nią (czyli z ubraniami) niewłaściwego nie dzieje w praniu (w kilku postach prezentowałam już golf, o którym pół żartem, pół serio mówiłam, że szkoda mi go zdejmować do prania).
Dziś zaprezentuję Wam owe "spodnie z uprzężą" - nazwa własna, zrodzona w głowie mej, od pierwszego spojrzenia na spodnie ;) 
Spodnie z dzianiny, typu jogger, ale z wysokim stanem, który świetnie podkreśla talię. 
A szyku, swego rodzaju pazura, dodają im podwójne szelki, które można nosić razem, albo osobno, lub całkiem odpiąć. W miejscu przypięcia szelek wstawki z eko-skóry, będącymi ozdobnymi wzmocnieniami.






Uważam, że z powodzeniem można zadawać szyku w tych spodniach, realizując się w aktywnym, codziennym funkcjonowaniu :)



Spodnie - Starfish.
Bluzka złota - Mohito.
Baleriny - nn.
T-shirt blue - sh.
Tenisówki - nn.
Plecak - Espirit kilka sezonów temu.

P.S. Na Fashion Week, Panie ze Starfish zwróciły też moją uwagę na spódnicę w tym samym stylu, ale o niej będzie w osobnym poście ... wkrótce :)

środa, 8 czerwca 2016

Podróże małe i duże 1

Ostatnio, będąc radosną urlopowiczką, oddającą się relaksacyjnemu zabiegowi prasowania męskich i niewielu damskich T-shirtów, usłyszałam w czas umilającym programie telewizyjnym, takie zdanie: Kto podróżuje, wielokrotnie przeżywa swoje życie.
Postanowiłam/liśmy sprawdzić to ponownie na sobie :-)
Tu: Wąwóz Korzeniowy Dół w Kazimierzu Dolnym.



Ta naturalna rzeźba Matki Natury robi ogromne wrażenie, korzenie drzew są splątane w sposób niesamowity, a czasami kojarzą się z jakimiś np. wielkimi jaszczurami schodzącymi w dół...

Moja stylizacja w nieśpiesznej podróży: golf już prezentowany na blogu (tu i tu), świetnie sprawdzający się w bardziej eleganckich sytuacjach, jak i codziennych. 
Tak, tak ... to ten, co to żal zdejmować żeby uprać ;) Pod krótkim golfem turkusowy top z cienkimi ramiączkami, ponieważ pogoda była nad wyraz kapryśna. Spodnie typu rurki, też wielokrotnie na blogu, ponieważ je lubię i często noszę. Chcąc zaakcentować kobiecy styl nawet w podróży, włożyłam turkusowy naszyjnik kupiony dawno temu "u plastyków" i sprezentowany mnie, ostatecznie oraz bransoletki  w kolorycie srebra i turkusu - uwielbiam ich pobrzękiwanie (już pisałam to kiedyś).
A wszystko to przez buty, które to dostałam, można by rzec - na dzień dziecka, które we mnie mieszka ;) Buty sportowe Nike Zoom Fit, w bardzo żywych kolorach. Są co prawda dedykowane studiom fitnesu, czy salom gimnastycznym. Ale jako rzekłam - wewnętrzne dziecko zdecydowało, jak to w dziecięcym świecie się praktykuje (śpi się w nowych butach), włożyłam je na nasze piesze wędrówki. Buty bardzo miękkie, lekkie, w trakcie aktywności fizycznej "oddają"energię ucisku. Wygodne i ładne.


A tu: ruiny gotyckiego zamku królewskiego.



Na kilka minut przed deszczem.
Podróże kształcą - kolejny truizm?
Uwielbiam podróżować. Często podróże są inspiracją do działań, zmian, ewolucji... Ta też tym w pewnych momentach była.

Golf - Starfish-fashion
Top, spodnie - od dawna w mojej szafie.
Buty Nike Zoom Fit - prezent.
Biżuteria - prezent

Zdjęcia - Mike Bishop



poniedziałek, 6 czerwca 2016

Letnia sukienka

Nie było mnie troszkę, a to prze kilka dni wolnego, w ciagu których odbyłam kilka małych podróży.
A w niedzielne popołudnie, by kurz pourlopowo - podróżniczy wolno opadł z mojego umysłu przed poniedziałkowym porankiem, spacer. I moja letnia propozycja na gorące dni, niekoniecznie w mieście.




 

Dzisiejsza stylizacja to przede wszystkim letnia sukienka, kupiona na szybko w podróży, w Toruniu. Powód prosty, poruszam się ostatnio dużo na motocyklu, więc nie doszłam w szafie mej do letnich, kobiecych ubrań. I ubrałam się niestosownie do upalnej pogody w sobotę, co z radością naprawiłam drogą kupna ;-) 
Sukienka długa, przewiewna, w kolorach zdecydowanie letnich. Łatwa do "zagospodarowania" na chłodny wieczór, czy to kurtką jeansową, czy sweterkiem... Bardzo dobry zakup. 
Do tego sandałki z zakrytą piętą, na koturnie pokrytej plecionym sznurkiem, wygodne. Innym ważnym dodatkiem był kapelusz, który w dniu wczorajszym nie tyle miał dodawać szyku ile chronić przed słońcem. Właściwie słońce tak dawało znać o sobie, że pomyślałam, by rozważyć kupno kapelusza z większym rondem.
Torebka konweniująca stylistycznie z kapeluszem. 
Bransoletki i pleciony naszyjnik też w wyrazie wypoczynkowo - letnim.

Myślę, że mocno słonecznych dni będzie coraz więcej. Musimy zatem pamiętać, by korzystając - nie tylko z kąpieli słonecznych - ale po prostu w codziennego funkcjonowania na świeżym powietrzu, czyli również na słońcu, dbać o naszą skórę.
Dbanie o zewnętrzną powłokę naszego wewnętrznego piękna polega na ochronie naszej skóry przed promieniowaniem UV jakie emituje słońce - oczywiście oprócz wielu innych czynności pielęgnacyjnych.  

Trochę nudnej teorii: 
Wyróżnia się trzy rodzaje promieniowania słonecznego: 
Promienie UVB, które docierają do skóry właściwej. To one są odpowiedzialne za poparzenia słoneczne, podczas których uszkadzane są komórki naskórka, DNA i białka komórkowe. One przyspieszają starzenie się skóry, sprzyjają też rozwojowi nowotworów, a także zwyrodnieniom rogówki i siatkówki oka. I tu przypominam o okularach przeciwsłonecznych, z powłoką chroniąca przed promieniowaniem UV.
Promienie UVA - sięgają głębiej, czyli do tkanki podskórnej, bardzo szybko niszczą włókna kolagenu i elastyny (przez co nasza skóra się starzeje). One również, niestety działają rakotwórczo.
I promienie UVC - najgroźniejsze dla naszego zdrowia i życia, ale w całości zostają w warstwie ozonowej, więc nie docierają do Ziemi.

Na takie wypady typu spacer polecam używanie kremów ochronnych. Należy tylko pamiętać, by to były kremy chroniące nas przed promieniami UVA i UVB. 
Często na opakowaniach spotkać można oznaczenia: PPD (Persistent Pigmentation Darkening) lub IPD (Immediate Pigmentation Darkening) lub po prostu informację, że taki filtr posiadają- chronią prze promieniowaniem UVA i SPF (Sun Protectiv Factor) - chronią przed promieniowaniem UVB.

Oczywiście jeśli jesteście dociekliwe/dociekliwi, poszperacie tu i tam, to pewnie traficie na różne sposoby doboru odpowiedniego kremu z filtrem dostosowanego do danej karnacji. Bo mówi się o 4 fototypach, bazujących na kolorze skóry - od bardzo jasnej karnacji, przez jasną, ciemną i bardzo ciemną. Wg mnie należy traktować to bardzo umownie. 
Bowiem ja, mając bardzo ciemną karnację, używam SPF 50+ (i to nie ze względu na wiek ;-D). 
Należy być bardzo uważnym przy wyborze kremu z filtrem ochronnym. Dobrze byłoby dokładnie przeczytać czy zawiera filtry SPF i PPD lub IPD, również jeśli stosujemy je u dzieci. 
Ciekawostka - krem, który ma tylko filtr SPF, chroni co prawda skórę. Ale żeby chronił ją dobrze trzeba by nałożyć go około 1 cm. warstwę i zmieniać ją co około 1 godz. 
Krem z filtrami należy zastosować około 20 min. przed wyjściem na słońce, a potem dosmarowywać co około 2 - 3 godz. i po każdym wyjściu z wody. Nawet wtedy kiedy używamy kremu wodoodpornego.

Uważam więc, że lepiej mieć zdrową i bledszą nieco skórę, niż mocno i niebezpiecznie opaloną. 

Od ubiegłego roku używam kremu Iwostin 50+ który chroni przed promieniowaniem UVA i UVB , chroni DNA komórek skóry, zawiera filtr immunologiczny.
 





Sukienka - Danish Design
Kapelusz, torebka - nn, od bardzo dawna w mojej szafie.
Buty - Deichmann, sprzed kilku sezonów.
Biżuteria - dawne prezenty.
Krem ochronny - Iwostin.