Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zimowy strój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zimowy strój. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lutego 2016

Co kryje piękna paczka?

Co kryje piękna paczka?
Myślę, że nasz kot Fredek Wszędobylski Pierwszy, zadaje sobie to samo pytanie, próbując tę paczkę nosem, zębami i pazurami. 
Ha! Jednak byłam szybsza :-)
I wszystko jasne, w paczce była kurtka kupiona na kiermaszu zorganizowanym przez More&More Fashion (post poprzedni). 
*Kot Fredek na pewno był rozczarowany zawartością, choć papier przypadł mu do gustu, ku naszemu przerażeniu w nocy ;-) Kto ma koty, to wie jak one uwielbiają wszystkie torby, foliówki, reklamówki, pudełka tekturowe i papier... szczególnie taki szeleszczący.
Otóż kurtka... długa, w 80% wełniana, w 20% z poliamidu (rękawy, do których przydaje się moja podręczna rolka), przyjemnie ciepła :-) Na pewno w takiej odsłonie zimy jaką mamy teraz. A na słowo przyjemnie, szczególnie składa się futerko na stójce/kołnierzu, które cudownie otula moją szyję. 
Kurtka asymetrycznie zapinana na suwak i napę, na lewym ramieniu. Suwaki użyte w kurtce kolorystycznie idealnie pasują do zapięć w mojej torebce, co mnie niezmiernie cieszy.
Zima teraz trochę jak w marcu: trochę słońca, trochę deszczu, resztę wiatru, trochę... śniegu - właściwie to tyle, ile widać w prawym górnym rogu na zdjęciu poniżej. Ale chłodno jest, więc czapka na głowie konieczna, rękawiczki i jeśli krótsza spódniczka, to przydatne zakolanówki, które też mogą zdobić.


Wybrane przeze mnie trzy odcienie czerwieni (od maliny, prze truskawkę, po czerwone wino) mają przełamać i ocieplić optycznie czarno - szary wyraz mojej stylizacji.



Do "smaczków" dzisiejszej stylizacji (oprócz w/w maliny, truskawki i czerwonego wina ;-) ), zdecydowanie zaliczam: kurtkę - której zakup bardzo mnie cieszy; zakolanówki - frywolne przez kokardki i figlarnie denerwujące przez to, że zsuwają się w trakcie energicznego marszu; czapkę - ciepłą i uroczą (a przez futrzany pompon - owoc pożądania kota Fredka, który jeśli tylko znajdzie ją w zasięgu swojego pyszczka, czy pazurów zaraz ją kradnie i ucieka...).




*I kot Fredek (właściwie Frodo), wieloimienny, czujny, niezmiennie skory do wszelkich psot i kocich niegodziwości, szczególnie wobec swojego starszego towarzysza Leona. Lorda Leona. Po prostu Leona ... i wszystko jasne.










Kurtka - More&More Fashion.
Czapka - butik Olmai.
Sweter - Cameieu - wyprzedaż sprzed 2 lat.
Torebka - nn, stoisko w Porcie Łódź, sprzed roku.
Sukienka, zakolanówki - nn, od dawna w mojej szafie.
Kot (jeden i drugi) - z miasta Łodzi pochodzi :-)

Zdjęcia - Mike Bishop

środa, 20 stycznia 2016

Zima w mieście



Moja ulubiona pora roku - czyli lekka zima ze śniegiem i odrobiną słońca, zagościła tym razem na dłużej. Fajnie. 
Odkąd na codzień poruszam się samochodem, to często kusi, by lżej się ubrać, niż gdybym musiała poruszać się np.: komunikacją miejską i czekać na tramwaj na przystanku. 


I w związku z tym, takie oto wybrałam rozwiązanie na okrycie wierzchnie, które ma zapewnić ciepło, kiedy przemieszczamy się na krótkich dystansach.


Połączenie czerni z czerwienią i kolorowy akcent na szyi. 
Czarna baza to spodnie rurki i ciepły golf. Całość przełamana "zimowym" naszyjnikiem. Nazywam go tak, bo poszczególne jego elementy wykonane są z filcu i drewna pomalowanego na czerwono i nawleczone na czarne "sznurki", niewidoczne na czarnym ubiorze. Bardzo go lubię, ale ze wzgledu na użyte materiały noszę tylko w zimie.
Na wierzch kurtka ramoneska, z ocieploną podszewką, na szczęście. 
Na szyi gruby, miękki i ciepły, trójkolorowy szalik, znany z poprzedniego posta.






 Zatrzymałam się w miejscu, z którego jest dobra perspektywa. Bowiem w dali widać moje miasto. I mimo, iż nie wyjechałam poza jego granice, to patrząc nań, miałam wrażenie, że te wszystkie "miejskie" zawirowania, pośpiech, kłopoty, itd. są daleko poza mną. Tam zostały. Jakoś tak... dobitnie poczułam symbolikę tej sytuacji. 




Ot i słońce zachodzi, czas kończyć spacer i wracać do domu, do zajęć, na ziemię...
Smaczkiem, wg mnie, w mojej dzisiejszej stylizacji zostały korale "zimowe" :-)



Korale - pamiątka z wakacji zimowych sprzed lat.
Spodnie i golf - z mojej szafy.
Kurtka - Zara (z wcześniejszego sezonu).
Szalik - mojej produkcji, bez zmian ;-)

Zdjęcia - Mike Bishop

czwartek, 7 stycznia 2016

Nocny marek, trochę śniegu i dwie żabki

Otóż, uwielbiam zimę :-D 
Ale tylko taką prawdziwą, czyli z niedużym mrozem i koniecznie ze śniegiem. Słońce mile widziane w ciągu dnia, ale nieobowiązkowe.

No i doczekałam się, wszystkie "warunki" zostały spełnione - jest ujemna temperatura, w dzień okresowo świeci słońce, w nocy spadł śnieg, a w prezencie dostałam ogrzewacze do rąk, bo jestem bardzo ciepłolubną osobą. Pozostało mi więc tylko wyjąć królika z kapelusza.


Zimą nie trudno o nocny spacer, bo dni sa krótkie. Ale które wszystko włożyć na spacer, by nie zamarznąć i nie straszyć innych? Ot, kobiece odwieczne to be or not to be.

Mój wybór na dziś - oprócz ogrzewaczy - padł na najcieplejsze zamszowe kozaki jakie mam, najgrubsze rajstopy, dzianinową spódniczkę (bo bardzo ją lubię, więc nie musi być najcieplejsza), krótką kurtkę, ale pod spodem "nacebulkowy" porządek swetrów z grubym golfem na wierzchu. A najważniejszą część ciała, czyli głowę, przystroiłam bardzo ciepłą futrzaną czapą z uszami króliczymi i kokardką. 
Bez względu na to, jak mnie w tej czapie mogą postrzegać inni ludzie, lubię ją nosić, np. na rodzinnych spacerach, jak dziś, czy wyjazdach na narty, czy w każdym zimowym czasie wolnym.

Zatem ruszajmy na spacer :-)



Odrobina śniegu, a jaki ogrom radości! Wtedy zawsze moje wewnętrzne dziecko wychodzi się pobawić... No a dziecku szybko rączki marzną.
Ale w odsieczy mam ogrzewacze, zwane żabkami z widocznych przyczyn. 


W użyciu bardzo proste. Po stronie bez obrazka widać metalową blaszkę, którą należy wygiąć, wtedy "żabka" rozgrzewa się do ok. 55 st.C i jednocześnie tężeje. Wystarczy włożyć je do rękawiczek i trzymając grzać ręce.
Ogrzewacze trzymają ciepło ok. pół godziny. I lepiej sprawdziłyby się, gdybym miała rękawiczki z dwoma palcami. W tych z pięcioma palcami musiałam się trochę "pogimnastykować", by ogrzać palce. Ale alternatywą może być zdjęcie rękawiczek i bezpośrednie ogrzanie rąk, trzymając je w kieszeniach. 






Z ogrzanymi rękami można dalej się bawić, spacerować, a po ponad pół godzinie pozostaje nam sukcesywnie zwiększać aktywność fizyczną, by utrzymać temperaturę ciała.
Ogrzewaczy można używać ponownie, ale musimy najpierw wrócić do domu, zagotować wodę i wrzucić je do garnka, i gotować przez 3- 5 min. I znowu gotowe. 


Smaczki, które towarzyszyły nam na wieczornym spacerze to niewątpliwie: "żabki", ale i dobry humor i pewien duch ;-)


Wszystkie ubrania użyte do tej zimowej stylizacji od dawna zanjdują się w mojej szafie,
a "żabki" są prezentem.

Zdjęcia: Mike Bishop

P.S. Przed chwilą wyjrzałam przez okno: ...la, la, la, la... śnieg dziś też pada :-D