Zatem, gdzie zdarzyło mi się kupować:
- w sieciówkach. Pewnie powiecie - każdy tam bywa. Zgadza się. I kiedy przejeżdżam (bez względu na dzień tygodnia i porę dnia) koło marketów, galerii, tudzież jedynej takiej łódzkiej Manufaktury, mama wrażenie, że wszyscy tam mieszkają. Parkingi są stale zapełnione... Cud jakiś czy co? Ale nie o tym teraz. Sieciówki są w marketach, a tam jest tłoczno, głośno, mnóstwo ludzi.., dla mnie za dużo, za tłoczno i trudno zebrać myśli.
Minusy: połowa miasta ubrana jest tak samo ;) anonimowość, kóra może skutkować pewnego rodzaju "obojętnością" sprzedawcy, jeśli potrzebujemy jej/jego porady, bo w końcu jak nie ten klient, to inny (?) - zbyt daleko idący wniosek? Może...
- przez internet. Dla osób bardzo zajętych. Przyznam, że ostatnio coraz częściej z tej formy zakupów korzystam. Bo mogę o każdej porze dnia i nocy, mogę podumać nad tym i owym, i nikt mnie "nie ponagla", nie chce nic usilnie sprzedać, żeby nie powiedzieć wcisnąć. Myślę, że należy przestać stereotypowo myśleć, że przez internet to kłopot ze zwrotem, że ktoś tam jest anonimowy i pewnie nas oszuka, że na pewno towar otrzymany będzie różny od zamówionego ... itd. Przepisy regulują te sprawy, można sprawdzić sprzedającego i ewentualnie zrezygnować z takich zakupów, jeśli budzą nasze wątpliwości.
Minusy: niemożność przymierzenia, czasem? często? różnice między zakupionym a oglądanym produktem.
- u krawcowej/krawca. Ha! byłoby chyba najlepiej, szczególnie jeśli mamy jakieś niedoskonałości w figurze. Ale w takich sytuacjach trzeba znaleźć naprawdę dobrą krawcową/krawca, by umiał/a ubraniem "zrobić co trzeba", byśmy wyglądały jak ... milion dolarów.
- u projektanta. Częściowo to trochę jak od krawca, tylko bardziej ekskluzywnie, elitarnie, pewnie z większym polotem i co za tym idzie w zdecydowanie wyższej cenie.
Minusy: wysoka zwykle cena - co też jest oczywiste. Nie wszystkich stać.
- w butikach. Jeśli komuś zależy na markowych, czyli od projektanta uraniach, musi szukać ich właśnie w butikach, czyli niewielkich sklepach z modną, ekskluzywną odzieżą jednej marki, jednego projektanta. Tu bywam rzadziej, a kupuję jeszcze rzadziej, z przyczyn ekonomicznych :-/
Minus: wysokie ceny, czyli również nie wszystkich stać.
- w małych sklepach. Chyba najczęściej kupuję w takich miejscach, bo albo wchodzę do małych sklepów będąc w podróży - często wystawa przyciąga mój wzrok, albo mam "swoje" sklepy, które odwiedzam w zależności od potrzeb. Chyba najbardziej lubię takie miejsca, bo tu człowiek nie do końca jest anonimowy. Ale też nie jest "bombardowany" nadmiarem gwaru, hałasu, pośpiechu. Często nawiązuje się rozmowa, może nawet nić porozumienia. Sprzedawcy zależy, by klient wrócił i pewnie często on wraca, jeśli tylko nie jest z daleka - bo np. w podróży ;) Wysokiej jakości ubrania też bywają w takich sklepach. Często można spotkać tu rodzime wyroby.
Minusy: niemarkowe ubrania, często niewysokiej jakości materiały i nie zawsze porządnie uszyte.
Trzeba zatem być uważnym przy zakupach i wiedzieć czego się chce.
- w secondhand`ach. Rzadko wpadam, ale wiem że są entuzjaści tego rodzaju zakupów i znajdują w takich mejscach prawdziwe "perełki" za bardzo niską cenę.
Minusy: ubrania noszone wcześniej przez kogoś, czasem noszące wyraźne ślady używania.
- na wymianach. Nigdy nie brałam udziału w tego typu nabywaniu i zbywaniu odzieży, ale ze względów ekologicznych i ekonomicznych, uważam takie przedsięwzięcia za bardzo trafione. Jęśli już to raczej przekazywałam swoje ubrania, których nie nosiłam inny osobom, a czasem sama "dziedziczyłam" po innych. Ale to wszystko w zakresie bliskich znajomych.
Minusy: ... wciąż szukam ... :)
Dzisiejsza stylizacja - po pierwsze nabyta w Butiku Iza.
Iza - młoda kobieta, lubiąca i bawiąca się modą, proponuje swoim klientkom bardzo różnorodną ofertę. Tak, różnorodność to dobre określenie. Bo głównie kobiety o charakterze tzw. "sroczki" wielbiące świecidełka i odoby, ozdóbki różnego rodzaju, będą tu jak w raju, ale i te o stonowanych upodobaniach też coś znajdą dla siebie.
A i jak widać na zdjęciach, coś bardzo etnicznego można znaleźć.
Zatem: tunika/sukienka mini - dla mnie, o trapezowym kroju i wyżej wpomnianym etnicznym wzorze. Ze względu na to, że bardzo lubię takie wzornictwo, bo w moim odczuciu pasuje do mojej urody, uznałam że sukienka będzie dobra również w zimie (mimo, iż ogólnie jest dedykowana cieplejszej porze roku). Ale od czego basic = czarny półgolf (też kupiony w małym sklepie, jak zwykle w podróży) pod spód. Nogi zabezpieczone długimi, za kolano kozakami z brązowego zamszopodobnego materiału.
A że styczeń u mnie obfituje w powody do spotkań towarzyskich, to stylizacja okazjonalna, trochę elegancka, ale bez przesady. Dobrze znajdzie się i na spotkaniu z koleżankami i na uroczystym obiedzie rodzinnym (właśnie pomyślałam, że można by dodać biały kołnierzyk na taką okoliczność), i na imprezę taneczną ...
Czuję, że to będzie jedna z moich ulubionych sukienek :)
Ciekawa jestem gdzie Wy lubicie robić zakupy? Czy uważacie, ze jakieś miejsca są lepsze, a jakieś "niegodne" kobicej ręki? Czym się kierujecie w swoich wyborach? Z dużą ciekawością poznam Wasze zdanie i zachęcam tym samym do rozmowy :)
Sukienka/tunika - Butik Iza.
Kozaki - Deichmann.
Półgolf - nn.
Zdjęcia - by M.














































