wtorek, 24 stycznia 2017

Gdzie na zakupy?

Ostatnio zadumałam się nad tym gdzie i dlaczego tam, kupujemy ubrania. Czym te miejsca różnią się od siebie, jaką mają przewagę na innymi, no i gdzie jest dobrze robić zakupy?


Zatem, gdzie zdarzyło mi się kupować:
  • w sieciówkach. Pewnie powiecie - każdy tam bywa. Zgadza się. I kiedy przejeżdżam (bez względu na dzień tygodnia i porę dnia) koło marketów, galerii, tudzież jedynej takiej łódzkiej Manufaktury, mama wrażenie, że wszyscy tam mieszkają. Parkingi są stale zapełnione... Cud jakiś czy co? Ale nie o tym teraz. Sieciówki są w marketach, a tam jest tłoczno, głośno, mnóstwo ludzi.., dla mnie za dużo, za tłoczno i trudno zebrać myśli.
Plusy: duży wybór, długie serie, anonimowość podczas zakupów, a w końcu ... wyprzedaże :D
Minusy: połowa miasta ubrana jest tak samo ;) anonimowość, kóra może skutkować pewnego rodzaju "obojętnością" sprzedawcy, jeśli potrzebujemy jej/jego porady, bo w końcu jak nie ten klient, to inny (?) - zbyt daleko idący wniosek? Może...
  • przez internet. Dla osób bardzo zajętych. Przyznam, że ostatnio coraz częściej z tej formy zakupów korzystam. Bo mogę o każdej porze dnia i nocy, mogę podumać nad tym i owym, i nikt mnie "nie ponagla", nie chce nic usilnie sprzedać, żeby nie powiedzieć wcisnąć. Myślę, że należy przestać stereotypowo myśleć, że przez internet to kłopot ze zwrotem, że ktoś tam jest anonimowy i pewnie nas oszuka, że na pewno towar otrzymany będzie różny od  zamówionego ... itd. Przepisy regulują te sprawy, można sprawdzić sprzedającego i ewentualnie zrezygnować z takich zakupów, jeśli budzą nasze wątpliwości.
Plusy: jak wspomniałam - dogodność czasu i miejsca.
Minusy: niemożność przymierzenia, czasem? często? różnice między zakupionym a oglądanym produktem.


  • u krawcowej/krawca. Ha! byłoby chyba najlepiej, szczególnie jeśli mamy jakieś niedoskonałości w figurze. Ale w takich sytuacjach trzeba znaleźć naprawdę dobrą krawcową/krawca, by umiał/a ubraniem "zrobić co trzeba", byśmy wyglądały jak ... milion dolarów.
  • u projektanta. Częściowo to trochę jak od krawca, tylko bardziej ekskluzywnie, elitarnie, pewnie z większym polotem i co za tym idzie w zdecydowanie wyższej cenie.
Plusy: ubranie skrojone na miarę, a nawet jedyne w swoim rodzaju - przynajmniej takie może być.
Minusy: wysoka zwykle cena - co też jest oczywiste. Nie wszystkich stać.
  • w butikach. Jeśli komuś zależy na markowych, czyli od projektanta uraniach, musi szukać ich właśnie w butikach, czyli niewielkich sklepach z modną, ekskluzywną odzieżą jednej marki, jednego projektanta. Tu bywam rzadziej, a kupuję jeszcze rzadziej, z przyczyn ekonomicznych :-/
Plusy: absolutnie indywidualny styl, wyjątkowy wzór, bardzo dobre wykonanie, ale co za tym idzie...
Minus: wysokie ceny, czyli również nie wszystkich stać.

  • w małych sklepach. Chyba najczęściej kupuję w takich miejscach, bo albo wchodzę do małych sklepów będąc w podróży - często wystawa przyciąga mój wzrok, albo mam "swoje" sklepy, które odwiedzam w zależności od potrzeb. Chyba najbardziej lubię takie miejsca, bo tu człowiek nie do końca jest anonimowy. Ale też nie jest "bombardowany" nadmiarem gwaru, hałasu, pośpiechu. Często nawiązuje się rozmowa, może nawet nić porozumienia. Sprzedawcy zależy, by klient wrócił i pewnie często on wraca, jeśli tylko nie jest z daleka - bo np. w podróży ;)  Wysokiej jakości ubrania też bywają w takich sklepach. Często można spotkać tu rodzime wyroby.
Plusy: sympatyczna atmosfera - przynajmniej ja na taką zwykle trafiam, indywidualne podejście, czyli np. możliwość przeszycia, czy negocjowanie ceny..
Minusy: niemarkowe ubrania, często niewysokiej jakości materiały i nie zawsze porządnie uszyte.
Trzeba zatem być uważnym przy zakupach i wiedzieć czego się chce.
  • w secondhand`ach. Rzadko wpadam, ale wiem że są entuzjaści tego rodzaju zakupów i znajdują w takich mejscach prawdziwe "perełki" za bardzo niską cenę.
Plusy: tanie ubrania, duuuża dowolność - czyli można "grzebać" do woli w ubraniach, można "upolować" wyjątkowe okazy, nawet bardzo znanych marek.
Minusy: ubrania noszone wcześniej przez kogoś, czasem noszące wyraźne ślady używania.
  • na wymianach. Nigdy nie brałam udziału w tego typu nabywaniu i zbywaniu odzieży, ale ze względów ekologicznych i ekonomicznych, uważam takie przedsięwzięcia za bardzo trafione. Jęśli już to raczej przekazywałam swoje ubrania, których nie nosiłam inny osobom, a czasem sama "dziedziczyłam" po innych. Ale to wszystko w zakresie bliskich znajomych.
Plusy: nie wydajemy kasy na nowe dla nas ciuszki, albo wydajemy niewiele, jednocześnie pozbywamy się niechcianych.
Minusy: ... wciąż szukam ...  :)


Dzisiejsza stylizacja - po pierwsze nabyta w Butiku Iza.
Iza - młoda kobieta, lubiąca i bawiąca się modą, proponuje swoim klientkom bardzo różnorodną ofertę. Tak, różnorodność to dobre określenie. Bo głównie kobiety o charakterze tzw. "sroczki" wielbiące świecidełka i odoby, ozdóbki różnego rodzaju, będą tu jak w raju, ale i te o stonowanych upodobaniach też coś znajdą dla siebie.
A i jak widać na zdjęciach, coś bardzo etnicznego można znaleźć.
Zatem: tunika/sukienka mini - dla mnie, o trapezowym kroju i wyżej wpomnianym etnicznym wzorze. Ze względu na to, że bardzo lubię takie wzornictwo, bo w moim odczuciu pasuje do mojej urody, uznałam że sukienka będzie dobra również w zimie (mimo, iż ogólnie jest dedykowana cieplejszej porze roku). Ale od czego basic = czarny półgolf (też kupiony w małym sklepie, jak zwykle w podróży) pod spód. Nogi zabezpieczone długimi, za kolano kozakami z brązowego zamszopodobnego materiału.
A że styczeń u mnie obfituje w powody do spotkań towarzyskich, to stylizacja okazjonalna, trochę elegancka, ale bez przesady. Dobrze znajdzie się i na spotkaniu z koleżankami i na uroczystym obiedzie rodzinnym (właśnie pomyślałam, że można by dodać biały kołnierzyk na taką okoliczność), i na imprezę taneczną ...
Czuję, że to będzie jedna z moich ulubionych sukienek :)
















Ciekawa jestem gdzie Wy lubicie robić zakupy? Czy uważacie, ze jakieś miejsca są lepsze, a jakieś "niegodne" kobicej ręki? Czym się kierujecie w swoich wyborach? Z dużą ciekawością poznam Wasze zdanie i zachęcam tym samym do rozmowy :)


Sukienka/tunika - Butik Iza.
Kozaki - Deichmann.
Półgolf - nn.

Zdjęcia - by M.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Kurtka zimowa

Kiedyś już napomknęłam, że w tej zimy bardzo potrzebuję światła. A że śnieg - dający poczucie dłuższego i jaśniejszego dnia - nie jest wyznacznikiem tej pory roku w naszej szerokości geograficznej, to postanowiłam zmienić kolory moich ubrań. I tak padło na kremową kurtkę, ciepłą, pikowaną - ale tak jak lubię, a nie w cienkie poziome pasma.
Kurtka ma wielki kaptur, może trochę nawet za duży, ale taka jego uroda.


Lubię też funkcjonalność tej kurtki, tzn. to że kaptur można odpiąć, albo nie, ale też samo futerko też można odpiąć od kaptura. Rozsuwana jest od ogóry i od dołu, również na bokach i kieszenie też zasuwane - wreszcie nie będą mi wypadać klucze :)
Pasek skórzany to mój dodatek.




Pod kurtkę moja szara eminencja-stylizacja: sweter z dziurami, szara mini z ekologicznej skóry, szare ażury na nogi i szara Starfishka na głowę.
Długie brązowe kozaki - ze względu na torbę... ale o tym kiedy indziej ;)



W drodze. Słuchawki w długiej podróży czasem są świetnym kompanem :) Albo kiedy na poranny spacer zamierzamy wybrać się w pojedynkę...





Kurtka - Zara.
Kozaki - Deichmann.
Torba - eobuwie.pl
Sweter, spódnica i inne - moja szafa.


Ba, a stary sweter miał swoje 5 min. na ściance ze sławną osobą ;)
Ta strona pracy jest bardzo sympatyczna.







Zdjęcia - by M. & M.H.



piątek, 6 stycznia 2017

Kilka pomysłów na to, jak w nowym roku zadbać o siebie

Osiedlowa choinka.

Początek roku to często czas podsumowań, postanowień, nowych ... oczekiwań, również tych od losu, życia.

Mnie jakoś jeszcze w tym roku trochę brak odwagi, albo mam zbyt duży mętlik w głowie, by robić podsumowanie na blogu. Zresztą całkiem niedawno coś na kształt tego zrobiłam. 
A co u Was w Nowym Roku słychać? Jakieś postanowienia noworoczne, może? 😊


A`propos postanowień noworocznych - prawie nigdy ich nie robię. Szybko  bym o nich zapomiała i ... takie długotrwałe przedsięwzięcia woli, są dla mnie zbyt trudne do wytrwania i trochę źle się kojarzą. Staram się korygować swoje życie, postępowanie na bieżąco.


Choć ... kilka lat temu, kiedy przeżyłam wielki kryzys w życiu (bo ktoś - wydawało się bliski, bardzo źle się ze mną obszedł), postanowiłam sobie, że w każdej sytuacji, która będzie moim udziałem w nowym roku, zadbam przede wszystkim o siebie. I staram się wracać do tego postanowienia każdego roku. W 2017 odnowiłam tę myśl bardzo intensywnie.


Pozostając w konwencji tej myśli, przedstawiam kilka moich propozycji na to, by nasza/moja codzienność w tym coraz bardziej zagonionym życiu, była milsza, fajniejsza, by chciało się rano wstawać, uśmiechnąć do drugiego człowieka, pozdrawiając go zwykłym "dzień dobry".
To pomysły na zrobienie sobie prezentu na codzień, ale bez kupowania go w sklepie. Prezentu, dzięki któremu odzyskamy energię, dobre samopoczucie, naładujemy akumulatory...
Proponuję zatem np.:
  • coś miłego z rana samego. Jestem typem sowy, więc poranne wstawanie (szczególnie o 5:30) od wielu lat jest dla mnie udręką. Lepiej wstaje mi się rano, gdy coś fajnego mam w planie, gdy na coś miłego czekam. W dni, w których nie muszę iść do pracy - a tych staram się nie przesypiać i budzik nastawiam na poranną godzinę, ale dużo milszą niż 5:30 - to są slow mornings, czyli: poranna kawa w szlafroku z tv śniadaniową w tle. Płaskie? Zwykłe? Może, ale lubię wstać nieco wcześniej, by takim porankiem się podelektować i przenieść ten dobry nastrój na resztę dnia. Co zatem z dniem roboczym?  
  • latem kiedy jeżdżę do pracy motocyklem, to jest to wystarczająca motywacja i radość do wczesnego wstawania, ba - wcześniejszego wyjścia z domu, a i zdarzało mi się wybrać okrężną drogę, by dłużej rano pojeździć...  😁😁😁😁😁  
  • w zimie w tej kwestii nieco trudniej, bo ciemno i wydaje się że ciągle jest noc, szczególnie, że śniegu zwykle jak na lekarstwo. Pozostaje ulubiona stacja radiowa, poranna kawa z mleczną pianką...


  • coś miłego na wieczór. Proponuję, bo preferuję spacer wieczorem, najlepiej z kimś bliskim. Będzie i milej i bezpieczniej. I na dodatek zdrowo :-) takie wietrzenie umysłu z negatywnych emocji całodziennych. Uważam też, że każda pora roku jest na to dobra, każda ma swój niepowtarzalny urok. I tu powtórzę powiedzenie używane w świecie motocyklistów, że nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednio ubrani spacerowicze (w oryginale - motocykliści). Dla sportowców może być jogging, czy każda inna preferowana forma sportu.
  • może też być to dobry film, choć w programowej tv o takie trudno, z gatunku jaki kto preferuje. Ostatnio na przykład, po raz kolejny, ale po długiej przerwie obejrzałam "Pulp fiction" - i jak zwykle znalazłam "nowe sceny", na które zwróciłam uwagę i które zrobiły na mnie wrażenie - inne niż kilka lat temu.
  • zawsze można poczytać ulubioną literaturę, porobić jakieś swetry, szaliki na drutach, lub coś na szydełku. Wieczory dobre są dla każdego niemal hobby: haftu, modelarstwa, czy co kto lubi...



  • "dzień człowieka" - taki nasz sposób na chandrę i celebrację bycia razem. Wymyślony dawno temu, kiedy byliśmy razem tylko z moim małym synkiem i trudnych chwil było co nie miara. Co jakiś czas ogłaszaliśmy w  naszym domowym kalendarzu "dzień człowieka" i robiliśmy sobie wtedy różne wspólne przyjemności, np. oglądanie filmu, który nam obojgu się podobał, z przekąskami nie koniecznie zdrowymi, ale zrobionymi przez nas samych, czy spędzenie czasu na grze w farmera do 1-ej w nocy, leżąc na dywanie.. itp. I gdzieś nam to uciekło na chwilę. Ale w roku, w ogólnie obowiązującym kalendarzu,  jest dużo okazji do celebrowania bycia z drugim człowiekiem, co najmniej 365. Wystarczy zatem dla każdego ☺


  • spotkania z przyjaciółmi, bliskimi, znajomymi. Warto czasem, a nawet często, porzucić wirtualne życie na rzecz prawdziwego. Jak często w miesiącu spotykacie się ze znajomymi, czy przyjaciółmi, czy rodziną? W moim przypadku nie z powodu wirualnej egzystencji, ale z prze-pełnego grafiku zaczęło zanikać życie towarzyskie. Bo ja już wiem, że można mieszkać w tym samym mieście, być w kontakcie, ale nie widzieć się przez kilka lat. A dotarło to do mnie mega bardzo, kiedy 23 grudnia, po godz. 21-ej wpadłyśmy na siebie w galerii z koleżanką i ... po sekundowej chwili namysłu poszłyśmy na szybką herbatę i lody. I ta niecała godzina w Jej towarzystwie wyczarowała u mnie tyle endorfiny, że ... łał! Dzięki Magda! Zamierzam braki na tym polu odrobić 😃😃😃😃😃😛 do czego i Was namawiam.


Stylizacja - jej clou są okulary aviatory. To wokół nich kręci się reszta. Moje aviatorki były dodatkiem do kupionego prezentu, czyli nie mają "rasowego rodowodu", ale mają filtr uv i na zewnątrz są w tęczowej barwie. Są takimi moimi różowymi okularami, przez które chcę patrzeć ... w przyszłość.
Sweter też prawie tęczowy melanż, kupiony w podróży służbowej, w sklepiku przydworcowym. Wiem, to nie jest sposób na zakupy, który należy promować, ale ja tak mam. Mogę tylko dodać, że był przemyślanym zakupem (tzn., że w tym czasie czegoś takiego szukałam) i sprawdził się w 100% - czyli jest miły w dotyku, ciepły, przez swój wygląd pasuje w zasadzie do wszystkiego i nic się z nim nie dzieje w praniu. Czyli go piorę, suszę i zakładam. Takie zakupy uwielbiam.
Do tego stare, sprawdzone jeansy, zimowe podkolanówki wyciągnięte na buty, ciepłe rękawiczki, koniecznie szalik na szyję, czapka na głowę, ciepłe okrycie wierzchnie i ... dalej na zimowe igraszki.
 



  • krótkie podróże. Ha! Bo nie mam tyle wolnego (na razie) , by wyjeżdżać często na dłużej. Lubię podróżować i nawet kilkugodzinny wypad za miasto, albo i niekoniecznie za miasto, dobrze mi robi. Zdecydowanie ładuję wtedy akumulatory. A ile można się dowiedzieć ciekawych rzeczy o miejscu, w którym się żyje ...




To jest droga, którą często jeździmy na przejażdżki motocyklami, takie "w koło komina". Tylko pora roku inna :-)

Ta sama droga, tylko w drugą stronę, a później zakręty..


To na dziś tyle moich przemyśleń, jak uczynić swoje życie lepszym, jak zadbać o siebie.
A może Wy macie jakieś inne, może lepsze patenty? Zapraszam do podzielenia się nimi. Chętnie skorzystam, albo chociaż spróbuję :-)

Dobrego Roku.

Zdjęcia - by M.


niedziela, 1 stycznia 2017

Szcęśliwego Nowego Roku!







Szczęśliwego Nowego Roku ☺ 
- i niech to szczęście wypływa z nas samych, prosto z naszych serc, niech go nie przykryją zewnętrzni "zagłuszacze", niech go nie zmącą żadne substytuty;
- i oby wystarczyło czasu dla wszystkich i na pracę, i na odpoczynek, i naoddawanie się swojemu hobby, czy innym przyjemnościom. Bo będąc spełnionymi ludźmi, będziemy lepsi we wszystkich rolach społecznych jakie przyjdzie nam pełnić;
- i bądźmy dobrzy dla siebie, dla bliskich, dla dalszych... Oby udało nam się budować nasze szczęście nie depcząc i nie rujnując cudzego, wtedy nasze szczęście będzie w pełni satysfakcjonujące.


Czego sobie i Wam życzę.
 


A tymczasem oddaję się i wspominaniu wczorajszej zabawy i przyjemnemu, troszkę leniwemu zapoznawaniu się z Nowym 2017 Rokiem 😀😀





wtorek, 27 grudnia 2016

Czerwona spódnica


Ten tydzień między Świętami, a Nowym Rokiem sprzyja nieznacznemu rozluźnieniu... w stroju, w atmosferze, czasem w obyczajach (w dobrym tego słowa znaczeniu). Wydaje się, że skoro jedne świąteczne dni mamy za sobą, a następne dni do świętowania przed sobą, to nastrój odświętny gości w naszych głowach, sercach, uśmiech częściej pojawia się na ustach..
I ja w związku z tym, postanowiłam trochę tych barw świątecznych przenieść na swój strój codzienny.

Słowem - stylizacja czerwonymi akcentami nawiązuje do jeszcze nie do końca przebrzmiałych Świąt. Co prawda, nie wypada już stroić się w czapkę Św. Mikołaja, ale czerwona czapka z pomponem mieści się w świątecznej konwencji barw ;)
W stylizacji na pierwszym miejscu jest ołówkowa, czerwona spódnica z eko-skóry. Długości - midi, bo ciut za kolano.
Do niej wybrałam, może przewidywalnie, ale ulubione przeze mnie części mojej garderoby, wszystkie już od dawna w moim posiadaniu (poza rajstopami, z tymi trudno liczyć na lata...). Czyli golf szary melanż, rajstopy ciemnoszary melanż, torba czerwona, kurtka - wiadomo, motocyklowa ramoneska, dzięki ocieplanej podszewce i rozsuwanym rękawom sprawdza się również jako część zimowego stroju kobiecego. Kozaki skórzane, służą mi trzecią zimę. Rekawiczki w użyciu w tym roku - ale dla nich prawie druga zima ;) Czapka malinowa z pomponem, druga zima.


Całość w moim odczuciu, jest bardzo kobieca i troszkę przewrotna, i trochę drapieżna, i codzienna, ale i mająca elementy eleganckie. 
Taka po mojemu. Akurat na ten tydzień między świętami. Proszę zapożyczać pomysł, jeśli i Wam przypadł do gustu i dobrego tygodnia (w pracy - dla tych co pracują szczególnie).



Zdecydowanym smaczkiem tej stylizacji jest czerwona spódnica, która raduje mnie, przypominając o swoim istnieniu delikatnym szeleszczeniem, kiedy się poruszam.








Spódnica - nn, ale podobne tutaj, czy tu.
Kurtka - Wolf.
Torebka - nn.
Rękawiczki - KappAhl.
Czapka - butik Olmai.
Sweter, kozaki - od dawna w mojej szafie.

Zdjęcia - by M.